Jak zapewne wiecie z poprzednich wpisów, miesiąc temu kupiłam Piotrkowi szczeniaka rasy doberman. Nie domyślałam się, że może być troszkę ciężej go odchować niż kundelka ze schroniska, którego adoptowaliśmy 3 lata temu. Z Olkiem nigdy nie mieliśmy problemów. Nawet nazywamy go pieszczotliwie “Psiowieczek”, czyli taki trochę pies a trochę mały człowiek 😜. Jego zachowanie nigdy nie budziło naszych zastrzeżeń. Poza tym, dużo łatwiej zapanować nad kimś, kto dosięga Ci do kostek 😂. Natomiast Dobi… no coż, tutaj od początku mamy pod górkę. Jej pieszczotliwe imię to “Dobinator” 😂.

Zacznijmy od tego, że dobermany nie mają podszerstka. Wiedzieliście o tym? My nie. I to był nasz pierwszy błąd – nie przeczytanie charakterystyki rasy przed kupnem. I nie zrozumcie mnie źle – tu nie chodzi o to, że my Dobi z tego powodu byśmy nie kupili. Miałam na myśli to, że nie mieliśmy dla niej od początku ubrania. Aż serce mnie bolało jak wychodziliśmy z nią na 5 minut na dwór a ona trzęsła się jak osika. Po trzech dniach wreszcie znaleźliśmy i kupiliśmy jej odpowiednie ciuchy.

Druga sprawa jest taka, że nie mieliśmy pojęcia o wielu sprawach związanych z wychowywaniem psów. Uświadomiła nam je dopiero psia treserka, do której w panice dzwoniłam po kilku dniach, bo mieliśmy duże problemy z zaakceptowaniem się psiaków, uczeniem Dobi co wolno a co nie, gryzieniem rąk, piszczeniem, itp. Dlatego apeluję do Was, żebyście nie popełnili naszych błędów i byli od początku w pełni świadomymi właścicielami. Poniżej znajdziecie spis 10 elementów, bez których według mnie nie da się żyć posiadając szczeniaka.

1. Klatka

Klatka? Co za wyrodna typiara! A niby kocha psy… Mam rację, że takie były Wasze pierwsze myśli po przeczytaniu tego punktu? 😜 Podobne skojarzenia miałam ja. Kto doradził mi kupno klatki? Właśnie ta psia behawiorystka do której dzwoniłam. Powiedziała mi, że klatka w żaden sposób nie wyrządza psu krzywdy. Wręcz przeciwnie. Traktuje ją jako swoje schronienie, gdzie może uciec kiedy się czegoś boi lub źle czuje. I to jest prawda! Dobi swój kojec w naszym pokoju uwielbia.

A wiecie jaka to wygoda dla właścicieli? Nie do opisania! Kiedy pies przyzwyczai się do klatki, można go tam zamknąć w razie potrzeby. A nam to było i jest nadal bardzo potrzebne na noce, żeby nie martwić się, że Dobi rozniesie w perzynę pół pokoju jak się przebudzi. Albo kiedy chcemy rozdzielić ją z Olkiem. I uwierzcie, że wcale jej to nie przeszkadza. Ma tam pełno swoich zabawek (zrobiła sobie tam dziuple i chowa najlepsze fanty, np. podwędzone skarpetki 😂) i zajmuje się nimi albo idzie spać.

Koszt klatki jest różny i zależy od wielkości oraz tego, czy ma być wzmocniona. Nasza jest największa, bo zależało mi na wygodzie Dobi, kiedy podrośnie. Kupiłam ją stacjonarnie w Łodzi, zapłaciłam 200 złotych. Planuję jeszcze dokupić dopasowany materac do środka. Jego koszt to około 90 złotych.

2. Zabawki

O tym też wcześniej nie pomyślałam. Ale potrzeba matką wynalazku! Co było pierwszą zabawką Dobi? Stary, związany ręcznik. Do tej pory chowa go w swojej klatce 😁. Polecam kupić Wam piłeczkę (twardą), węzełek i smoczek. Nie wiem, co te rzeczy mają w sobie, ale uwielbiają je nasze oba psy. Inne poszły w odstawkę. A smoczek to już w ogóle hit. Musieliśmy kupić dwa, żeby psiaki się nie kłóciły 😂.

Dlaczego potrzebne Wam zabawki? Przede wszystkim, żeby odciągnąć uwagę szczeniaka od Waszych rąk. Nie możecie dać się podgryzać. Jak pies sięga po dłoń, najlepiej wsadzić mu w pysk zabawkę i zabrać rękę. Dobi przestała męczyć nasze ręce po 2 tygodniach konsekwentnego ich zabierania. Poza tym, szczeniak poznaje świat właśnie gryząc wszystko co spotyka na swojej drodze. Warto, żeby zamiast Waszych dłoni czy kapci posłużyły mu do tego zabawki. Albo marchewka, ona też jest dobrym rozwiązaniem. I nie przejmujcie się, że pies nakruszy. Po skończonej zabawie zbierze wszystkie okruszki jak odkurzacz 😂.

3. Legowisko

Oczywista oczywistość. Pies musi mieć gdzie spać, czy wypocząć. My legowisko umieściliśmy w klatce. Docelowo chcemy kupić ten wielki materac, żeby Dobi miała się gdzie rozłożyć 😊.

4. Miski i waga kuchenna

Każdy pies powinien mieć swoją własną miskę. Najlepiej metalową lub ceramiczną. Jeżeli macie dużego psa, warto zainwestować w taką na stojaku, żeby nie musiał jeść czy pić pochylony. Co do wagi to według mnie jest absolutnie konieczna. Większość szczeniaków zje tyle, ile im dacie. Nawet jeżeli później będzie musiało to odchorować i zwymiotować. Ja wiem, że słodkie są takie wypchane, duże brzuszki. Ale nie jest to zdrowe dla Waszego pupila. Psów nie wolno przekarmiać. Dajemy im dokładnie tyle, ile w zaleceniach wieku i wagi docelowej psa określił producent karmy. Przekarmienie w okresie szczenięcym może prowadzić do późniejszych schorzeń, jak zwyrodnienie stawów.

5. DOBRA karma

Jeżeli myślicie, że kupując Pedigree, Chappi, Puffi czy inne dostępne w sklepach spożywczych karmy jesteście super właścicielami, to muszę Was zmartwić. TO NIE SĄ DOBRE KARMY. Problem w naszym kraju polega na tym, że w psiej karmie może być dosłownie wszystko. I producenci z tego korzystają. Ja dowiedziałam się o tym niedawno i od razu zaczęłam wertować internet. Okazało się, że jest naprawdę niewiele karm z dobrym składem. Pamiętajcie, że Wasz pies potrzebuje przede wszystkim mięsa, warzyw i owoców. Nie zbóż.

Przez praktycznie 3 lata mieliśmy ogromne problemy z Olkiem. Przynajmniej dwa razy w tygodniu wymiotował żółcią. Dopiero po zakupie Dobi odkryłam, że jego żołądek może po prostu nie tolerować tego sklepowego badziewia. Zainwestowałam w karmę Bosch Soft. Ma ona w sobie jedno źródło białka i jest bez zbóż. Poza tym mięso w niej spełnia standardy produktów przeznaczonych do spożycia przez człowieka. Ta karma to był strzał w dziesiątkę. Dobi ma Bosch Soft Junior, a Olo Bosch Soft Adult. Kupuję je w workach 12,5 kg na Allegro. Koszt jednego worka to 170 złotych. Dodam tylko, że Olo nie zwymiotował ani razu od kiedy ma tę karmę. A Dobi pochłania swoją porcję z prędkością światła.

6. Obroża, smycz i kaganiec

Jeżeli nie planujecie wychodzić z psem na spacery to smycz i kaganiec możecie sobie odpuścić. Obroża jest jednak obowiązkowa. Przemyślcie, jak chcecie psa wyprowadzić do osobnego pomieszczenia, kiedy będzie niegrzeczny. Za skórę na karku? Podnosić, jeżeli będzie ważył kilkadziesiąt kilogramów? Obroża w takim wypadku jest konieczna. Od naszej behawiorystki dowiedzieliśmy się jeszcze, że większość osób ją źle psu zakłada. Powinna być ciasno zapięta za uszami, przy linii żuchwy. Większość właścicieli zapina psom obroży na tchawicy i im ją zwyczajnie miażdżą. Jak to usłyszałam to byłam w szoku, ale taka jest brutalna prawda. Pies chrząkający i kaszlący na spacerze to nie pies zmęczony. To pies z miażdżoną tchawicą. Tylko róbcie tak dopiero jak pies podrośnie. Szczeniaki mają takie “gęsie szyje” po których obroża się ześlizguje, więc niech przez pierwsze kilka miesięcy będzie zapięta gdziekolwiek, żeby pies się do niej przyzwyczaił (absolutnie nie ciągniemy wtedy psa za obrożę).

7. Ubranko i buty

Kiedyś myślałam, że psy ubierają tylko ludzie, którzy mają silny instynkt macierzyński i pupil zastępuje im dziecko, którego z różnych powodów nie mają. Teraz wiem, jakim głąbem byłam. W naszym przypadku ubranko to zdecydowany “must have”. Psy bez podszerstka marzną jak ludzie bez ubrań. Sprawdźcie w charakterystyce rasy Waszego pupila, czy aby napewno może on chodzić w mrozie bez niczego na sobie. Co do butów, to jeżeli chodzicie z psem w zimę na spacery, nie zauważyliście że popiskuje? Sól na chodnikach i drogach nie jest łaskawa dla psich łapek. Jak nie wiecie o co chodzi to posypcie sobie małe zadrapanie solą 😉. Takie butki to wydatek około 30 złotych a mogą być zbawienne dla psa.

8. Szampon

Tutaj jest podobnie jak z ludzkimi. Psie szampony mają też od choroby chemikaliów w sobie. Sprawdzajcie skład. Mieszkam pod Łodzią, w małej miejscowości a uwierzcie, że babeczka w zoologicznym wcale nie była zdziwiona, że stoję i analizuję składy szamponów. Wręcz mi doradziła, który jest bez parabenów, silikonów, konserwantów, sztucznych zapachów itp. Także myślę, że w większych miastach ten problem tym bardziej nie będzie istniał 😊.

9. Zapisanie do psiego przedszkola

Ha! Teraz to już pewnie stwierdziliście, że przegięłam! 😂 Pies do przedszkola? Nienormalna jakaś? To ona ma chyba problemy z instynktem macierzyńskim! 😂 Podobna reakcja była ze strony moich rodziców. Nasze społeczeństwo jest bardzo niedoinformowane w takich sprawach. Nie mamy z Piotrkiem żadnych problemów, jesteśmy po prostu świadomymi właścicielami. Psie przedszkole nie polega na prowadzaniu psa do jakiegoś budynku i zostawiania z wychowawcami. To WY uczycie się zachowywać w stosunku do psa. Najpierw trzeba zrozumieć postępowanie i tok myślenia naszego pupila, żeby móc w sposób humanitarny nad nim zapanować.

W psim przedszkolu nauczycie się w jaki sposób Wasz pies rozumuje i jak Wy możecie to wykorzystać. My jesteśmy po czterech spotkaniach i obydwoje jesteśmy zachwyceni. Chodzimy do Joanny Bohdziun, link do jej strony wklejam Wam tutaj. Koszt zapisania psa do przedszkola to jedyne 250 złotych. A uwierzcie, zmieni się absolutnie Wasze spojrzenie na pupile. Ja m.in. zostałam uświadomiona, że pies nie rozumie słów (tylko uczy się ich znaczenia kojarząc z sytuacją) i nigdy nie robi nic po złości (może nas zwyczajnie nie rozumieć, albo chcieć się bawić). Po skończeniu przedszkola napiszę Wam post o moich wrażeniach i o tym, czego się z Piotrkiem nauczyliśmy.

10. Twoja miłość, cierpliwość i pewność siebie

Jakkolwiek z miłością zapewne nie będziecie mieli problemów, w końcu marzyliście o pupilu. Tak z cierpliwością i pewnością siebie może być kłopot. Ja zdecydowanie nabyłam cierpliwości dopiero po pierwszej wizycie w przedszkolu. Trzeba zrozumieć, czym pies się kieruje, żeby jej nie stracić powtarzając mu setny raz tę samą komendę czy sprzątając po nim. A pewność siebie i konsekwencja w działaniu jest konieczna, inaczej Wasz słodki Azorek będzie myślał, że to on jest panem domu. Nasz Olo zapewne tak właśnie myśli 😂. Dobrze, że zawsze mogę wziąć go pod pachę i wynieść do innego pokoju jak zaczyna szaleć 😂, Dobi już mi ciężko podnosić (a ma dopiero 3,5 miesiąca!).

To już całe zestawienie. Zastanawiałam się jeszcze, czy nie dopisać Wam maty (tej do uczenia psa “czystości”, my jej nie używamy, stawiamy na częste wychodzenie na dwór), ale nie jest ona według mnie nieodzowna. Natomiast bez elementów obecnych w zestawieniu nie wyobrażam sobie życia z psem w domu. Dajcie znać, czy wiedzieliście o wszystkich! A może u Was coś innego świetnie działa? Chętnie przyjmę wszystkie polecenia 😃.