Jeżeli czytaliście poprzedni wpis z tej serii to wiecie, że w piątym tygodniu miałam spore problemy z zatrzymywaniem wody w organizmie. Niestety, w szóstym tygodniu było to samo. Później dostałam nasze kobiece dni i dopiero po nich, czyli w ten weekend, doszłam do normalnych wymiarów mojego ciała. Przez ostatnie dwa tygodnie nie schudłam ani kilograma. W centymetrach też jest bez różnicy. Postanowiłam więc od jutra troszkę zmienić strategię.

Na czym będzie polegała? Otóż na tym, że wstaję codziennie rano i lecę ćwiczyć. Niestety, ze względu na to, że znowu za dużo na siebie wzięłam i pracuję po 12h dziennie, to wieczorem ostatnią rzeczą o której myślę są ćwiczenia. Ledwo robię sobie kolację. Nie mam ochoty na nic oprócz pójścia pod prysznic i do łóżka. Postaram się też wrócić do jedzenia czterech posiłków dziennie, bo trzy zaczynają mi nie wystarczać. Prowadzę ostatnio zbyt intensywne życie.

Zawiadamiam Was też, że Piotrek dołączył do #chudaopona pełną parą i w przeciwieństwie do mnie w te trzy ostatnie tygodnie schudł 6 kg! Jestem z niego mega dumna. Powiem Wam, że nie sądziłam, że ma aż tak silną wolę. A tu proszę… zaraz mnie wyprzedzi z liczbą straconych kilogramów 😜. Absolutnie mi to nie przeszkadza, kibicuję mu całym sercem ❤️.

O reszcie naszych planów posłuchajcie we vlogu 😊. Dzisiaj wreszcie udało nam się nagrać coś nowego.

https://www.youtube.com/watch?v=jtQWwPYJ0Gc

Co do zatrzymywania wody w moim organizmie to specjalnie wrzucam Wam zdjęcie z ubiegłego weekendu. Byliśmy wtedy ze znajomymi nad morzem i czułam się jak bańka. Dostałam aż drugą brodę 😂.