Miałam w tym roku ambitny plan. Chciałam o urodzinach zapomnieć i ich nie obchodzić. Życie niestety pisze własne scenariusze i mimo moich starań, nie udało się 😜. Piotrek wyjątkowo pamiętał o dacie mojego urodzenia i imienin (co nie zdarzyło mu się przez ostatnie 3 lata). Nawet znajomi zapowiadali kilka tygodni wcześniej, że wpadną z wizytą. Nie pozostało mi więc nic innego, jak poddać się i jednak świętować upłynięcie 28 lat.

Urodziłam się 2-go listopada, więc zazwyczaj świętuję już 1-go 😜. Tak było i tym razem. Zaprosiliśmy do nas najbliższe grono znajomych w piątek. Nie stałam przy garach “x” czasu jak to zwykle bywało. Od czwartku zaczynała mnie rozkładać choroba, więc całe jedzenie było robione na dwie godziny przed planowanym przyjściem gości. I powiem Wam, że to był super pomysł, bo wreszcie nie czułam się urobiona po łokcie. Każdy się i tak najadł, więc po co ja wcześniej aż tyle czasu w tej kuchni siedziałam 🤦‍♀️. Niestety nie mam żadnego zdjęcia z przyjęcia. Zwyczajnie zapomniałam zrobić, taka ze mnie blogerka 🙈😂. Ale mam zdjęcie najbardziej odjechanego bukietu, jaki w życiu dostałam 😜. Koleżanka wiedziała, że byłam kilka dni na diecie dr Dąbrowskiej, więc przyniosła mi “kwiatki” w formie owoców i warzyw 😍.

W sobotę mieliśmy świętować moje urodziny tylko we dwoje z Pio. W planach było kino, restauracja… No właśnie, w planach. Dostałam już w piątek taki katar, że zdarłam chusteczkami całą skórę wokół nosa i nie miałam ochoty nikomu pokazywać się z tą czerwoną klupą 😜. Z drugiej strony jednak nie chciałam, żeby kolejny rok pod rząd choroba zepsuła mi urodziny (tutaj znajdziecie wpis z moich urodzin w ubiegłym roku, które spędziliśmy w Pradze). Zmusiłam się więc do wyszykowania i zdecydowaliśmy się pojechać z Pio do zaprzyjaźnionej pizzerii.

Na miejscu okazało się, że właścicielka miała urodziny 1-go listopada, więc zaczęliśmy świętować razem 😂. Zjedliśmy z Pio pyszną pizzę, pograliśmy w bilard, obejrzeliśmy kawałek “Thor: Ragnarok”, właściciele namówili Piotrka na kilka toastów i wyszliśmy… godzinę po zamknięciu lokalu 😜. Nie sądziłam, że tak miło spędzę ten czas. Bo już byłam naprawdę załamana, że znowu nic nie zrobimy z okazji moich urodzin. Jak w przyszłym roku będę chora, to normalnie się zastrzelę 🤦‍♀️. Pio mi w prezencie projektor będzie musiał kupić, żebym kino w domu miała 😂.

Jeżeli chodzi o prezenty, to mój mąż i rodzice przegięli w tym roku. Wiedzieli, że nie chcę upominków  (bo nie zamierzałam obchodzić urodzin), więc dali mi je dwa tygodnie przed datą urodzin. Super. Zagrali trochę nie fair 😜. W każdym razie dostałam zestaw biżuterii z Pandory, tym samym dołączając do grona “zbieraczy” charms’ów 😄.

W niedzielę, 3-go listopada miałam imieniny. Obudziłam się o (bardzo wczesnej) godzinie 13 😂. Zjadłam śniadanie i zastałam całą sypialnię udekorowaną jak na walentynki 😂. W Pio obudził się romantyk – były róże, girlandy, balony, płatki kwiatów, świece… No aż chciało się w tym łóżku chorować 😜. Cały dzień spędziliśmy oglądając filmy, pijąc wino i rozmawiając. I muszę Wam wspomnieć, że jeden z filmów był z mojej listy top 50 najlepszych filmów świątecznych (znajdziecie ją tutaj), więc oficjalnie otwieram sezon na “Last Christmas”, ozdoby, pierniki i resztę świątecznej magii 😍. Dwa miesiące to idealny czas, żeby wczuć się w klimat Bożego Narodzenia ❤️. Kooocham tooo ❤️❤️❤️!!!

Tak oto spędziłam urodzinowo-imieninowy weekend. Mam nadzieję, że w przyszłym roku odbędzie się to wszystko inaczej. Nie chcę już chorować. Chcę wyjść gdziekolwiek, nie czuć się jak w klatce. Chcę wreszcie być zaskoczona czymś miłym i pozytywnym. Chcę te urodziny albo rzeczywiście poczuć, przeżyć i być szczęśliwa, albo o nich zapomnieć. Przyjemnymi punktami weekendu było spotkanie ze znajomymi, wycieczka do pizzerii i udekorowanie sypialni przez Pio. Ale wszystko i tak psuło moje samopoczucie. Nie jest fajnie w swoje święto być zasmarkańcem ze zdartą skórą wokół nosa i podkrążonymi oczami. Nie wiem jak Wy, ale ja jak czuję się źle, to wyglądam jeszcze gorzej. I to staje się tym bardziej demotywujące w trakcie urodzin, gdzie wiesz, że w trakcie jednego dnia wskakuje Ci jeden rok więcej na kark. Kurtyna.