Truckers

Moje egzaminy na prawo jazdy kategorii C. Za którym podejściem zdałam?

Szczerze mówiąc (a właściwie pisząc), to egzaminy praktyczne na prawo jazdy kategorii C i CE wiązały się dla mnie z takim stresem, że wolałabym tego nie wspominać 🙈😂. No ale jak obiecałam, dla Was zrobię wyjątek 😜. Może ktoś z Was jest na etapie zdawania egzaminu i ma ochotę się poddać, a dzięki temu wpisowi odzyska nadzieję. Ja sama miałam załamanie po drugim podejściu do kategorii C. Przyjechałam do domu i cały dzień spędziłam rycząc w poduszkę 😂. Taka ze mnie silna i odporna psychicznie (prawie)trzydziestolatka 🙈. Przejdźmy teraz do opisu każdego z moich podejść.

KATEGORIA C – podejście pierwsze

Podejście pierwsze wiązało się z najgorszym stresem. Uwierzcie mi, że czułam się jak galareta – wszystko wewnątrz mi się trzęsło. W głowie zakodowane miałam przez instruktora, że na bank zdam za pierwszym razem, bo dobrze jeżdżę. Możliwe, że tak by się stało, gdybym nie dostała na ten pierwszy raz najgorszego egzaminatora w łódzkim WORDzie. No tak nieprzyjemnego człowieka, który samym prychnięciem potrafi z równowagi wyprowadzić, to ja jeszcze nie spotkałam. Wiedziałam, że muszę ten egzamin oblać po 10 minutach od wyjechania na miasto.

Pan D. kazał mi jechać na skrzyżowanie z drogą sześciopasmową – 3 pasy w jedną i 3 pasy w drugą stronę, a między nimi wysepka. Jednego z kursantów (który sam jest instruktorem kategorii B) mojego instruktora oblano na tym skrzyżowaniu i wiele razy próbowaliśmy w trakcie moich godzin jazdy przejechać je poprawnie. Niestety okazało się to niewykonalne – nawet wjeżdżając na wysepkę lewym pasem i ustawieniu ciężarówki bokiem, nie było widać samochodów nadjeżdżających z prawej strony. Wiedząc, że egzaminator prowadzi mnie na tą minę, zaczęłam myśleć, co robić. Wykminiłam, że wcale nie wjadę na wysepkę, tylko będę czekać przed skrzyżowaniem aż całe sześć pasów będzie wolne. Udało się – nie doczepił się do niczego.

ale…

Później miałam wykonać manewr zawracania (jakieś dwa skrzyżowania dalej). Nie byłam pewna, czy zmieszczę się bez wjeżdżania na pole wyłączone z ruchu, więc czekałam aż ulica będzie całkowicie wolna, czyli przepuściłam 4 auta. Tu już bez przytyku „ile jeszcze będziemy czekać?” się nie obyło. Z tego co wiem teraz, nie powinien mi tak powiedzieć i wprowadzać nerwowej atmosfery. To kierowca decyduje, kiedy manewr zostanie wykonany bezpiecznie.

Następnie zostałam poprowadzona na jedno z najwęższych skrzyżowań na Retkini, gdzie jeszcze dopuszcza się jazdę samochodów powyżej 3,5t. Wiele razy jechałam tamtędy z instruktorem, więc zmieściłam się bez problemu. Natomiast egzaminator myślałam, że nos sobie złamie, tak przyciskał go do szyby, żeby widzieć czy nie dotknęłam kołem krawężnika z prawej strony 😂. Moja podróż zakończyła się jednak na kolejnym skrzyżowaniu, gdzie znowu czułam się poganiana (mimo, że wyjeżdżałam z drogi podporządkowanej). W efekcie chciałam jak najszybciej wykonać zlecony skręt w lewo, wzięłam zbyt mały zajazd i najechałam tylnym kołem przyczepy na linię dzielącą pasy 🤦‍♀️.

Przyznam się szczerze, że ja już od manewru zawracania jechałam ze szklankami w oczach, bo wiedziałam, że nie mam szans na wynik pozytywny z tym egzaminatorem. Targałby mnie dotąd po mieście, aż by mnie psychicznie wykończył i na czymś złapał. Później dowiedziałam się, że to ten sam, który nie przepuszcza nikogo przy pierwszym podejściu. On psychicznie wykańcza ludzi w trakcie trwania egzaminu. Przy żadnym innym podejściu nie dostałam tak chamskiego i wrednego pajaca.

KATEGORIA C – podejście drugie

Drugi egzamin odbył się z Panem, który „uczył” mnie hamować biegami 😂. Jego sposób opisywałam Wam już tutaj. I to podejście do egzaminu też Wam tam opisałam. Oblałam jakieś 10 minut po wyjechaniu na miasto. Miałam skręcić w prawo na skrzyżowaniu z drogą dwupasmową. Wyjechałam na prawy pas, kiedy był wolny. Kawałek dalej prawy pas zmienia się w skręt do Orlenu, więc musiałam zmienić pas na lewy. Włączyłam kierunkowskaz, oceniłam sytuację, gaz w podłogę i jadę lewym 🤪😂. Wteeeedy to mi się dostało 😂. Pan egzaminator stwierdził, że wymusiłam pierwszeństwo i egzamin ma wynik negatywny.

Powiem Wam, że to było tak absurdalne, że aż mi się śmiać chciało (oczywiście zamiast się uśmiać, to się popłakałam przy zamianie miejsc z egzaminatorem). Tak naprawdę egzaminator ma dowolność w stwierdzaniu wymuszania pierwszeństwa. Nie stwierdzi go tylko wtedy, kiedy droga za Wami jest całkowicie pusta (powodzonka życzę w godzinach szczytu 😂). Na koniec owy egzaminator stwierdził, że ja powinnam z drogi podporządkowanej nie wyjeżdżać w ogóle dopóki obydwa pasy nie będą wolne. On tak robi nawet osobówką (ciekawe, ile czeka wjeżdżając na autostradę 😂).

To po tym egzaminie miałam załamanie nerwowe. Pożegnałam już w myślach karierę kierowcy zawodowego. Mama z Pio nie dawali rady mnie ogarnąć. Musiałam po prostu wyryczeć całą frustrację, która we mnie wezbrała. Wtedy też się zawzięłam. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że jak ja się na coś zawezmę i uprę, to sam diabeł mnie od tego nie odciągnie. Stwierdziłam, że zrobię na złość tym pajacom, którzy tak niesprawiedliwie mnie potraktowali i to prawko zdam, choćby mnie to miało kosztować wylądowanie w psychiatryku.

KATEGORIA C – podejście trzecie

Jak powiedziałam, tak zrobiłam 😜😂. Trzecie podejście było tym szczęśliwym i bez żadnych problemów zdałam. Muszę też przyznać, że dostałam zupełnie inny typ egzaminatora. Był przemiły, pożartował ze mną i zachowywał się… normalnie. A nie jak tamci, którym ego wysadziło tak, że aż hormony im uszami szły. Serio, oni uważali się za alfy i omegi 🤦‍♀️. A przecież ludzie nieomylni nie istnieją.

W każdym razie, przy tym podejściu po raz pierwszy dostałam inny zestaw zadań na placu manewrowym. Za pierwszym i drugim razem oprócz rękawa, miałam wykonać parkowanie skośne i prostopadłe tyłem. Tym razem miałam do wykonania parkowanie równoległe i prostopadłe przodem. Parkowanie równoległe mój instruktor uważał za najtrudniejsze. Mimo, że wychodziło mi za każdym razem, to jednak w dniu egzaminu miałam „pietra” 😜, że mogę coś odwalić i go nie zrobić. No i odwaliłam – zapomniałam włączyć kierunek (przypomniało mi się jak już miałam ponad połowę manewru za sobą 🙈). W efekcie musiałam powtórzyć swoje idealne parkowanie 😂. Na szczęście udało mi się i dzięki temu już nigdy później o włączeniu kierunkowskazu nie zapomniałam 🙈.

Ten egzaminator przekazał mi także znaczącą wiedzę, która przydała mi się wielokrotnie w trakcie egzaminów. Mam tutaj na myśli używanie stwierdzenia „korzystam z uprzejmości innego uczestnika ruchu”. Co oznacza, że ktoś Was puszcza a Wy to wykorzystujecie. W trakcie tylko tego podejścia użyłam go trzy razy 🙈. Miałam jakiś dobry dzień i każdy mnie przepuszczał 😂.

KATEGORIA C – podsumowanie

W podsumowaniu chciałabym zaznaczyć, że nie ważna jest ilość podejść do egzaminu praktycznego na prawo jazdy. To serio nie świadczy o umiejętnościach. Znam ludzi, którzy zdali za pierwszym razem i jeżdżą jak idioci, udają drifterów w nieprzystosowanych autach, w dupie mają wszystkie przepisy ruchu drogowego. Według mnie, w egzaminach najważniejsze jest to, żeby się uczyć, wyciągać wnioski i myśleć za kierownicą. Pamiętajcie, że możecie oblać przez swoją pomyłkę, ale także przez to, że dostaniecie egzaminatora-terminatora, który wykręca największe prowizje w WORDzie i dupa. Staniecie na rzęsach, a i tak na czymś zostaniecie złapani. To jest bardzo ślizgi temat. Grunt, to się nie poddać i wywalczyć swoje 😉.

Jak wyglądały Wasze egzaminy? Ja swoje nawet na kategorię B pamiętam do tej pory 🙈. Dajcie znać, czy chcecie, żebym opisała też swoje egzaminy na CE 😊.

You Might Also Like

1 Comment

  • Reply
    Moje egzaminy na prawo jazdy kategorii CE. Za którym podejściem zdałam? ~ PIECHNIE
    28 kwietnia 2020 at 12:59

    […] rady tylu historii upchnąć w jednym 😜. Opis moich egzaminów na kategorię C znajdziecie tutaj. Dzisiaj natomiast zajmiemy się moimi podejściami do kategorii CE. Zaczynajmy […]

  • Leave a Reply