Jak tylko dowiedzieliśmy się, że szykuje nam się kolejna dłuższa pauza pod Eindhoven, to od razu wiedzieliśmy, że nie usiedzimy w kabinie 😅. Akurat wypadło nam wolne 45h (tak myśleliśmy na początku, okazało się jednak, że grzybiliśmy tam od czwartku do wtorku 🙈), więc przeznaczyliśmy całą sobotę na podbój Eindhoven. Pierwszy raz mieliśmy zwiedzić holenderskie miasto i nie do końca wiedzieliśmy, czego się spodziewać ☺️. W dalszej części wpisu znajdziecie wskazówki, jak dotrzeć z autostradowego parkingu do centrum, co robiliśmy przez cały dzień, jakie miejsca warto odwiedzić i czy zdecydujemy się tutaj jeszcze kiedyś wrócić 😁.

Gdzie zostawiliśmy ciężarówkę

Nikogo raczej nie zdziwię, kiedy powiem, że zaparkowaliśmy konia (naczepę musieliśmy zrzucić na firmie) na autostradowym parkingu. Tym razem nasz wybór padł na stację Esso na A58 (północny-zachód Eindhoven). Z udogodnień była tam toaleta (płatna 0,70e, z czego 0,50e można było wykorzystać na stacji w bonie), darmowe wifi (odbierało na stacji i w wc) i przejście na polną dróżkę (niektóre autostradowe parkingi są tak ogrodzone, że nie da się przejść polami/lasami do innej drogi).

Niestety, ale w okolicach Eindhoven jest ten sam problem, co w okolicach Pragi – nie ma parkingów z prysznicami 😭. My prysznic wzięliśmy w piątek w „Truckstop 8”, gdzie jest stacja Shell. Nie można tam jednak długo parkować. Właściciel wprowadził chore zasady i „truckstop” świeci pustkami. Otóż, wymyślił on sobie, że parking będzie darmowy, ale stać tam można tylko jeżeli wyda się ok. 22e w restauracji i to jedynie przez 11h. Tak więc, żebyśmy mogli zostać tam na weekendówkę, to musielibyśmy wydać z 70e z własnej kieszeni (firma oczywiście zawsze wysyła nam przelewy na parkingi, ale na paragonie musi widnieć słowo „parking” a nie kuźwa „schabowy z ziemniakami” 🤦‍♀️). No ale cóż, na idiotów nie ma rady. Podjechaliśmy tam tylko się umyć za 2,2e. Jak poradziliśmy sobie od soboty do wtorku bez prysznica? Ledwo. Nie będę ściemniać. Umywalka, miska, toaleta używana jako bidet… No generalnie czuliśmy się już jak zwierzęta, a nie ludzie.

Jak dostaliśmy się do centrum?

O dziwo, poszło nam to całkiem sprawnie. Pio twierdził, że cały parking i autostrada są ogrodzone, ale szybko udowodniłam mu, że to nieprawda 🤪. Kawałek za stacją kończyła się siatka i można było przejść na polną dróżkę. Przespacerowaliśmy się jakieś 2km przez pola i lasy i wyszliśmy na asfaltową drogę przy rzece, niedaleko Makro. Stamtąd pognaliśmy na przystanek autobusu numer 9. Bilet u kierowcy w jedną stronę dla jednej osoby kosztował 4,38e (płatność możliwa tylko kartą). To sporo, ale przynajmniej bez żadnych problemów dojechaliśmy do samego centrum (na ostatnim zdjęciu poniżej macie nazwę przystanku, na którym wysiadaliśmy w drodze powrotnej, był on naprzeciwko tego, na którym wsiadaliśmy).

Zwiedzanie

Szczerze mówiąc, zawiedliśmy się Eindhoven. Poza sklepami nie ma tam praktycznie nic do zobaczenia. Na wstępie pognałam do Primarka. Miał 4 pietra i liczyłam, że znajdę tam szerszy asortyment niż w Polsce. Niestety, myliłam się. Wyszłam stamtąd bardzo niepocieszona 😜. Podkręciliśmy się trochę po uliczkach w centrum, sprawdziliśmy w Google Maps i TripAdvisor, czy aby napewno nie ma w mieście żadnych zabytków i zdecydowaliśmy się ostatecznie odwiedzić muzeum DAF’a. W końcu lepszy rydz, niż nic 😁.

Muzeum DAF’a

Wstęp do muzeum kosztuje 10 Euro od osoby. Według nas, zdecydowanie warto się tam wybrać. Możecie zobaczyć w tym miejscu nie tylko zwykłe ciężarówki, ale również samochody wojskowe, osobowe, rajdowe, czy amerykańskiego truck’a. Mnie zauroczył najbardziej odrestaurowany pick-up, samochody osobowe z wiklinową tapicerką, ciężarówki rajdowe i ten amerykański „nosacz” ze zdjęcia 😍. Ogólnie byliśmy pod mega pozytywnym wrażeniem. Spędziliśmy w muzeum DAF’a jakieś 2 godziny. Na zdjęciach poniżej możecie zobaczyć najciekawsze egzemplarze, które widzieliśmy ☺️

Droga powrotna na parking

Oczywiście do ciężarówki wracaliśmy już po ciemku, a do tego dopadła nas mgła 🙈. Autobus dowiózł nas do przystanku naprzeciwko tego, na którym wsiadaliśmy. Dalszą drogę przeżyliśmy na pieszo. Przyznam, że nie była to wycieczka naszych marzeń. Ja jestem tchórzem i chodzenie po polach i lasach po ciemku i we mgle było troszkę przerażającym doświadczeniem. Dobrze, że był ze mną Pio. Sama bym zabłądziła jak nic, mój mąż ma zdecydowanie lepszą orientację w terenie 🤣. Niemniej, wycieczka naprawdę nam się podobała i teraz dobrze wspominam nawet tę nieszczęsną drogę powrotną 😁.

Podsumowanie

Podsumowując, drugi raz samego Eindhoven nie odwiedzimy. Mamy jednak szatański plan na to, co zrobimy kolejnym razem jak wylądujemy w okolicy na pauzę weekendową 😄. Uważam, że warto wybrać się do Eindhoven raz, zobaczyć centrum, muzeum DAF’a, ewentualnie jeszcze jakieś muzea i „spodek” Evoluon (my widzieliśmy go z trasy). Kolejnym razem już raczej nie będziecie mieli, co tam robić. Jeżeli chcecie wiedzieć, jaki plan my uknuliśmy, to wpadajcie na naszego Instagrama ♥️. Przy kolejnej dłuższej pauzie w Eindhoven na bank pokażemy tam, co wykombinowaliśmy 😉.